Filmy dla dzieci

Jeszcze jeden blog WordPress

Fenomenem amerykańskich filmów dla dzieci, jest to, że większość równie chętnie oglądana jest przez dojrzałą młodzież jak przez dzieci. Tak było ze „Shrekiem”, „Madagaskarem”i „Epoką Lodowcową”. Największą dawkę wrażeń zapewniają bajki z produkcji DreemWorks. Ostatnio, rzesze wielbicieli animacji ruszyły na emocjonującą bajkę „Kung Fu Panda”. Film opowiada o wesołej, pociesznej i strasznie niezdarnej pandzie, oficjalnie pracującej w sklepie z makaronem, nieoficjalnie, wielbicielki kung-fu. Po, tak się nazywa nasz bohater, nie raz zaskoczy widzów swoimi nadzwyczajnymi umiejętnościami rozbawiania, a także wrodzonymi nieumiejętnościami do walk wschodnich. Bardzo dobra, zresztą mistrzowska animacja, wesołe i sympatyczne zwierzaki, jeszcze zabawniejsze dialogi, humor sytuacyjny, żwawa akcja i nienaganny dubbling, to tylko początek listy zalet filmu. To świetna komedia dla całych rodzin, grupy przyjaciół i singli. Bardzo polecam, szczególnie w te mniej słoneczne, letnie popołudnia.

 

 

Przez etap oglądania bajek przeszedł już każdy z nas. Mało kto jednak zna historię polskich bajek animowanych. Wszystko zaczęło się od Władysława Starewicza, Polaka, urodzonego w Moskwie, uznanego za jednego z pionierów światowej animacji. Już w 1910 roku powstał jego pierwszy film lalkowy, zatytułowany „Piękna Lukanida”. Pierwsza polska bajka trwała zaledwie osiem minut. Jej głównymi bohaterami były żuki, chwile wcześniej uśmiercone i solidnie przebrane. Treścią filmu była ich walka o siedzącą samicę. Film stworzony techniką poklatkową, przeszedł najśmielsze oczekiwania pana Władysława, zdziwionego, że oto jego żuki na prawdę stwarzają iluzję ruszających się. Premiera tego fenomenalnego filmiku odbyła się 26 marca 1912 roku w Moskwie. Kolejnymi produkcjami, tym razem już typowo polskimi były „Flirt krzesełek” i „Luneta ma dwa końce” Feliksa Kuczkowskiego. Co prawda, pokazy te były dopiero namiastką filmu animowanego, bardzo od niego jeszcze odbiegającego, jednak uciecha dzieci była nie mniejsza niż dziś na widok „Pokemonów”. Pierwszym prawdziwym filmem animowanym była bajka „Za króla Krakusa” Zenona Wasilewskiego. Był to czarno-biały film lalkowy, trwający zaledwie 14 minut. Nawiązywał do znanej baśni o szewczyku i smoku Wawelskim. Dalszy rozwój animacji i to już nie tylko lalkowej, przyniosło studio filmowe se-ma-for, produkując wreszcie kolorowe i dłuższe animacje takie jak, trwająca półtorej godziny komedia dla dzieci „Mniejszy szuka dużego”. W tym studiu wyprodukowano także oscarowy film animowany - “Tango” Zbigniewa Rybczyńskiego. W tym samym studiu powstawały także serie filmów dla dzieci jak kultowe już “Miś Uszatek”, „Miś Colargol”, “Pingwin Pik-Pok”, czy “Muminki”. Stare, ale lubiane filmy polskie dla dzieci, także powstawały w innych studiach, między innymi studio w Bielsko-Bilałej wykreowało Bolka i Lolka oraz Reksia. Natomiast Koziołek Matołek, swoje początki ma w Warszawie. Dziś polska animacja niewiele odbiega od amerykańskiej, a oferta bajek i filmów dla dzieci jest tak szeroka, że nie sposób oglądnąć wszystkiego. Osoby, które tęsknią za postaciami z bajek czasów ich dzieciństwa, zapraszam na liczne, organizowane w tym roku wystawy, z okazji 60lecia animacji Polskiej. Ciekawe wystawy organizowane są w każdym większym mieście polski, oraz w każdym mieście, który z filmami ma coś wspólnego. Uczestniczenie w takiej wystawie pozwala na chwilę przenieść się do świata wspomnień, a także pokazać dzieciom, wychowywanym na Pokemonach, jak to było, kiedy tatuś był małym chłopcem….

Podczas ostatnich wakacji miałam przyjemność pracować w sklepie z zabawkami dla dzieci w Stanach Zjednoczonych. Sklep, do którego trafiłam nazywał się Nickelodeon. Trudna w wymowie nazwa początkowo nic nie mówiła ani mi, ani moim koleżankom z Polski, Ukrainy a nawet Serbii. Dziwne zabawki poukładane według bajek, z których pochodzą też były przez nas nierozpoznawalne. Tą niewiedzę zrzuciłyśmy na wiek i ignorancję w dziedzinie bajek dla najmłodszych. Naszą ignorancję zdawała się potwierdzać rzesza dzieci, które wpadły do sklepu w kilka minut po otwarciu, zuchwale naciągając rodziców na coraz to dziwniejsze postacie. Z biegiem czasu, poznałam większość bajek i bohaterów (w sklepie, cały czas leciały bajki tych serii), niektórych nawet polubiłam. Również mali klienci opowiadali mi, jak popularne są u nich te kreskówki. Przed powrotem do domu, kupiłam najróżniejsze akcesoria z wizerunkami Spongeboba, Dory, Nicka i innych bohaterów i ulubieńców amerykańskich kreskówek. Bardzo się zdziwiłam, gdy okazało się, że dzieci z mojej rodziny w ogóle nie znają tych bajek. Nie wiedziałam, ze przepaść między Stanami a Polską w emitowaniu bajek jest aż tak duża. A może problem tkwi w odmiennych upodobaniach, czy poczuciu humoru dzieci? Tak czy siak, mam nauczkę, następnym razem, będę wybierała prezenty z postaciami znanymi na całym świecie, jak ScoobyDoo.

Moją ulubioną bajką z dzieciństwa była prześmieszna komedia o pomysłowym i cwanym kocie i jeszcze bardziej pomysłowej i cwańszej myszce - „Tom & Jerry”. Największym atutem tej bajki w moim odczuciu, była zminimalizowana ilość dialogów, zastąpiona fantastycznym, niezawodnym komizmem sytuacyjnym. Niestety w tych zamierzchłych czasach, bajka nie była jeszcze tłumaczona na język polski, a zminimalizowana ilość dialogów, dawała mi szanse zrozumienia jej od deski do deski. Przez tyle lat, zdążyłam już zapomnieć o perypetiach Toma i Jerrego, do czasu, gdy nie zostałam skazana na samotny wieczór z małymi kuzynami. Byłam mile zaskoczona, gdy przez cały wieczór dzieciaki były zabawiane przez coraz to bardziej wyszukane pomysły na zdobycie obiadu przez naiwnego Toma i coraz sprytniejsze metody wykiwania kocura przez Jerrego. Jak się okazało, bajka przez tyle lat jest ciągle aktualna i lubiana wśród najmłodszych. Całe szczęście, że dostępna już z polskim dubblingiem. Chylę wielkie ukłony producentom Hanna-Barbera, za całą produkcję filmów animowanych i z czystym sumieniem mogę nazwać dziś je kultowymi. Ich produkcje są zawsze aktualne, zabawne i lubiane wśród dzieci wszystkich pokoleń.

Ostatnim filmem dla dzieci, jaki oglądałam był film WALL.E. Jeśli jeszcze go nie obejrzeliście, naprawdę polecam by zrobić to jak najprędzej. Namawiam nie tylko najmłodszych kinomaniaków, ale także ich starsze rodzeństwo i rodziców. Przywykliśmy, by filmy dla dzieci, były pełne kolorystyki, dynamiczne i przesiąknięte dialogami o dużym poczuciu humoru. WALL.E nie jest jednak film typu Shrek, czy Madagaskar. Jego akcja jest raczej powolna i przede wszystkim brak w nim rozbudowanych czy błyskotliwych dialogów, zwłaszcza w pierwszej części filmu. Później zarówno akcja nabiera tempa, jak i pojawiają się nowe postaci, jednak ich dialogi są dalej marginalne. Ciekawe rozwiązania wizualne i duża kreatywność twórców filmu, sprawiają, że dzieci zakochują się w WALL.Eim, jak kiedyś w Ferbiem. Jest to bajka o ciekawym, inteligentnym, pracowitym i przede wszystkim naprawdę uczuciowym robociku zajmującym się porządkowaniem odpadów na Ziemi, która z powodów zanieczyszczeń przestała spełniać warunki niezbędne do życia dla ludzi. Jest to też historia wielkiej, początkowo nieodwzajemnionej miłości WALL.Ego do sondy. Jest to historia o poświęceniach i próbie ratowania planety Ziemi. Nie tylko ciekawa fabuła i wiele wątków (o większości nie wspominam, by nie zepsuć wrażeń), ale także świetna lekcja dla dzieci. Uczy nie tylko elementarnej wiedzy z dziedziny ekologii, ale także pokazuje paradoks, do jakiego prowadzi nadmierny rozwój techniki. Zdradzę tylko, że pojawią się jeszcze nowi bohaterowie – Ziemianie, jednak z poważnym problemem, wywołanym rozwojem techniki. Jakim? Sprawdźcie sami, oglądając film!